Punkt widzenia. Jaki jest twój?

with Brak komentarzy

Otworzyła się księgarnia. Nowa. Generalnie otworzyła się nowa sieć księgarń. Ucieszyłam się jak dziecko, ponieważ szukam rynku zbytu dla wydawanych książek. Odwiedziłam jedno z tych miejsc, szczerze się zachwyciłam i pełna entuzjazmu napisałam do właścicieli maila o treści nader optymistycznej, miłej i przyjemnej. Wyraziłam swój podziw i życzyłam jak najlepiej. Oczywiście zapytałam o możliwość współpracy. Odpowiedź nadeszła z prędkością światła. Pan podziękował za miłe słowa i zobowiązał się, że zadzwoni. Jutro. Fakt, że przypomniała mi się kultowa scena pod tytułem „zadzwonimy do pana” mógł zwiastować ciszę, która zawisła między mną a tym panem, ale się tym nie przejęłam. Tak, dobrze wnioskujecie, pan nie zadzwonił. Pisałam więc, przypominałam i nic. Cisza. Wniosek? No kiedyś tam to wniosek by był jednoznaczny. Oni nie chcą ze mną pracować. Oni uważają, że się nie nadaję do współpracy. A w ogóle to oni to są nie w porządku, niech spadają, barany jedne. Znajome? No właśnie.

Jedziesz sobie spokojnie przez Warszawę, spieszysz się, jak wszyscy przecież, wiadomo. A ten baran przed tobą to wciąż myli prawy pedał z tym po środku. Wniosek? Zawarłam ten wniosek w poprzednim zdaniu, tworząc powtórzenie, które korektorka – gdyby tylko miała wgląd w moje wypociny – niezwłocznie zamieniłaby na synonim. Mniejsza z tym.

Mowa tu o pewnym postrzeganiu rzeczywistości, z którym stykamy się na co dzień. Notorycznie się stykamy. Zakładamy, że jeśli ktoś robi coś, co jest niezgodne z naszym „widzi mi się” z pewnością ma złe zamiary. I chce dla nas źle. Ten on, który nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że my się spieszymy, a on może właśnie się zamyślił, bo wspominał fajną noc i zupełnie zapomniał, że powinien skręcać, a nie jechać prosto, więc przyhamował, by zmienić pas. Ale my już zakładamy. Klapki na oczy. I zakładamy nie wiedzieć czemu nie to najlepsze, ale najgorsze. Tym samym wprowadzamy się w stan bardzo negatywnej energii, którą podchwytuje nasz mózg i koduje informację: oni wszyscy chcą dla nas źle. I teraz nadszedł właściwy moment na ujawnienie jednej z tolteckich (o Toltekach radzę poczytać) umów, która brzmi: „Nie bierz nic do siebie”. Jest niezwykle prosta, a jej stosowanie naprawdę odmienia codzienność. Nic, co robią inni ludzie, nie dzieje się z twojego powodu. Osobiście tę umowę łączę z kolejną prawdą, w której kryje się przesłanie, że wszystko co robimy, mówimy i myślimy wywodzi się z dwóch wartości. Z miłości lub lęku. Połączenie tych dwóch zasad daje niezwykłą mieszankę. A jej stosowanie nie może być prostsze. Doskonale sprawdza się w biznesie, w domu, na drogach, w kolejce, wszędzie.

Ktoś coś zrobił wg nas „źle”. Znajdź na to pozytywne usprawiedliwienie. Albo zapytaj siebie z czego wynika takie zachowanie. Kiedy po raz pierwszy zastosowałam tę metodę na odwracanie mojego postrzegania rzeczywistości w sytuacji, którą uważałam za stresującą, byłam zdumiona, jak łatwo wszystko się zmienia. I zamiast kłótni, do której na pewno by doprowadziła moja dawna reakcja, było zrozumienie i spokój. I to nie wszystko. Bo okazało się, że zmieniając matrycę percepcyjną zdałam sobie sprawę, że słowa, które usłyszałam, i które na pierwszy rzut oka (ucha) wydawały się być wymierzone we mnie i miały mnie zranić, okazały się wołaniem o moją uwagę, o obecność, o bycie w moim towarzystwie. Przyznacie, że miła zmiana? Zmiana postrzegania rzeczywistości przynosi radość.

fot. Kyle Anderson, www.unsplush.com

Comments are closed.