Przebudzenie lisicy

with Brak komentarzy

Mamy dostęp do całej wiedzy wszechświata – wiedzy kamieni, Przodków, zwierząt, mędrców, kart czy Bogiń. Nie musimy jej posiadać. Nie trzeba uczyć się wiedzy, wystarczy chcieć pomóc sobie czy komuś. Z dobroci serca, a metody i mądrość przyjdą w tym momencie same.

Dziś rozmowa z Dorą Rosłońską, autorką książki „Przebudzenie lisicy”. O mądrości, wiedzy, wsparciu wszechświata i zwierzętach mocy. Zapraszam w niezwykły, dostępny dla wszystkich piękny świat.

Kim jest kobieta przebudzona?

Kobieta przebudzona żyje prawdziwie. Każdą decyzję czy potrzebę filtruje przez siebie. Analizuje czy dla niej jest to dobre, czy faktycznie tego chce. Jest uważna na siebie. Kobieta przebudzona zna swoje mocne i słabe strony ale żadnej z nich nie odrzuca. Wie, że ma prawo do płaczu, tęsknoty czy złości na sytuacje, które stają jej na drodze. Wie, że słabe dni to normalny stan i nie zawraca sobie głowy poczuciem winy. Obserwuje te stany świadoma, że jest to lekcja, która prowadzi ją do poznania swoich uczuć i emocji. Kobieta przebudzona to ta, która nie daje się wmanewrować w dyskusje nad jej wartością. Szanuje siebie i chroni samą siebie przed wampirycznymi ludźmi, wymaganiami, których nie ma ochoty spełniać czy oczekiwaniami na temat jej życia i wyborów. Po prostu czuje swoją niepowtarzalną wartość. Jest sobą w każdym słowie, geście. Kobiety Mocy, przebudzone spotykam podczas kręgów kobiet. Mają swoje problemy i słabości, ale mówią o nich normalnie, otwarcie. Jednocześnie cieszą się sobą i widzą swoje umiejętności czarowania, pomagania i kierowania energią. Kobieta przebudzona ma swój świat, który tworzy całą sobą. I robi to przede wszystkim dla siebie, a nie na pokaz. Wszystko się stara robić prawdziwie, zdejmując jakiekolwiek maski. Nie szufladkuje się bo zna swoją niepowtarzalną jakość, której nie da się ując w ramy. Wie, że nawet w swojej codzienności jest wyjątkowa. Kobieta Przebudzona wyraża zawsze siebie, a nie opinie innych. Ufa własnej intuicji.

Dlaczego zajmujesz się właśnie sprawami kobiet i ich mocy?

Bo sama tego doświadczam – bycia kobietą. „Przebudzenie Lisicy” to tak naprawdę pamiętnik mojej drogi do siebie. Była długa i trudna, ale dałam radę. Spotkałam na niej inne kobiety, które pokazały mi swoje historie. Doświadczenia jakie zebrałam są dla mnie na tyle cenne, że dzielę się nimi z innymi kobietami. Może wezmą je sobie do serca i ich droga będzie dzięki temu łatwiejsza. Mogą z nich skorzystać lub szukać odpowiedzi na własną rękę. Bo metod dojścia do swojej mocy jest wiele.
Zależy mi na tym, by kobiety odzyskały swoją siłę. By przestały być marionetkami (mężczyźni też) i żyły tak jak chcą. By uświadomiły sobie schematy myślowe które przesłaniają im ich zalety i potencjał. Żeby po prostu żyły szczęśliwie, bo mają to na wyciągnięcie ręki. Wystarczy, że zaczną działać w zgodzie ze sobą. Tego samego życzę mężczyznom, bo podobnie jak kobiety są uwikłani w rodowe zawiłości, które da się na szczęście rozwiązać. Kobiety dają mi dużo wsparcia i mocy. Spotkania z nimi, czy to przy kawie czy na kręgach kobiet wyzwalają niesamowity przepływ między nami. Wystarczy zaakceptować się w pełni. Siebie i inne kobiety. Spróbujcie a doświadczycie cudownej jedności.

W jaki sposób rozpoczęła się Twoja przygoda ze zwierzętami mocy, w czym mogą tobie pomóc? A może ty, jako przebudzona lisica możesz w jakiś sposób pomóc im?

Zwierzęta kocham od dziecka. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że już wtedy czułam ich kondycję, uczucia bardzo wyraźnie. Gdy chłopcy rzucali na mnie dla zabawy jaszczurki spodziewali się, że będę krzyczeć z obrzydzenia. Ja natomiast brałam taką jaszczurkę do ręki, głaskałam, by się uspokoiła i zanosiłam tam gdzie będzie mogła wrócić do siebie. Gdy na koloniach wdarła się ropucha do pokoju znajomi obudzili mnie, bo nikt inny nie chciał jej dotknąć. Pamiętam też ból jaki odczuwałam przy spotkaniu z koniem w wesołym miasteczku, gdzie światła i lampy, wrzaski rozbawionych ludzi przytłaczały go. Stał zapomniany w miejscu totalnie nieodpowiednim do jego wrażliwości. Pamiętam że stałam przy nim i odbierałam jego emocje zapłakana i zdruzgotana w środku. W wieku 14 lat postanowiłam nie jeść mięsa i słowa dotrzymałam. Teraz z perspektywy czasu widzę, że już wtedy łączyłam się sercem z duchem zwierząt. A to właśnie o to chodzi w kontakcie ze Zwierzętami Mocy. Piszę o tym w rozdziale „Kiedyś każdy był szamanem” w „Przebudzeniu Lisicy”. Jeśli mamy otwarte serce na drugą istotę, jeśli traktujemy ją z miłością jak równego sobie to kontakt ze zwierzęciem jest możliwy i wielowymiarowy. To naturalna umiejętność człowieka.

Zwierzęta Mocy przyszły do mnie same na moich pierwszych kobiecych warsztatach pod Olsztynem. Podczas tańca intuicyjnego usłyszałam w melodii szczekanie. Poczułam w wyobraźni, że jestem na plaży i tańczy ze mną wilk. Był radosny z naszego spotkania. Szczekał i tańczył a ja razem z nim. Wręcz czułam jego obecność i sierść obok mnie. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że istnieją Zwierzęta Mocy. „Temat” ten przyszedł nieco później. Przełomowym momentem był koncert gongów w wykonaniu Pawła Rocha. Odbywał się w naturalnym środowisku, na wyspie nad jeziorem. Dźwięki zdjęły z moich oczu zasłonę i dosłownie „zobaczyłam” dewy roślin i dewy zwierząt jak chcą się ze mną komunikować. Od tamtej pory świat roślin i zwierząt jest dla mnie otwarty a ja jestem otwarta na nie. Dzięki nim uwierzyłam a nawet doświadczyłam, że świat duchowy istnieje, że jest coś więcej poza materią. Pomogły mi w szlifowaniu umiejętności wyczuwania w ludziach ich zwierząt mocy, by wyciągnąć z nich najskrytsze leki i bóle, oczyścić je a potem wlać w nich całą wiarę w ich możliwości. Właśnie poprzez Zwierzę Mocy. Dlatego się tak nazywa bo daje człowiekowi moc. Lidia Raś w recenzji „Przebudzenia Lisicy” w Gazecie Prawnej” zacytowała Junga: „Zwierzę, które jest w człowieku jego psyche instynktownym, może stać się groźnym, dopóki go człowiek nie rozpozna i nie wcieli do życia. Akceptacja zwierzęcej duszy stanowi warunek jedności indywiduum i pełni jego rozwoju”. Zgadzam się z tym, bo Zwierzęta Mocy najpierw uświadamiają Ci problem z jakim masz się zmierzyć w sobie. Prowadzą cię przez proces swoją siłą, wiarą w ciebie, wiernością towarzysza, totalnym brakiem oceny, pełną akceptacją. Dają swoje własne cechy, których potrzebujesz: wilcza intuicję, cierpliwość kota, spryt i gospodarność myszy czy szybkość rysia. Kiedy przejdziesz tę drogę to czujesz jakie siły ci w tym pomogły. Zaczynasz widzieć siebie z innej perspektywy. Wszystko się rozjaśnia w głowie i sercu. One pomagają zrozumieć siebie.

Zwierzętom można oczywiście pomóc. A nawet ludzie powinni to zrobić. Przede wszystkim zmianą stosunku i świadomości do nich. Zwierzęta są naszymi braćmi, o wiele mądrzejszymi sercem od ludzi. Trzeba zlikwidować obecne nastawienie do zwierząt jako własności człowieka. To tak nie jest. Ludzie są częścią natury tak samo jak mysz czy konik polny. Niczym się nie różnią od innych zwierząt, poza umysłem, który często sprowadza nas na manowce. Trzeba odczarować naturę od takich stempelków jak „szkodnik”, „drapieżca”, „jedzenie”. Uświadomić ludziom jak ważna jest jedność ze światem zwierzęcym. Bo z niego się wywodzimy. Tylko umysł chce byśmy o tym zapomnieli. Zwierzęta to nie tylko mięso i skóra. To istota, która może nas wiele nauczyć. Od której możemy doświadczyć cudownych chwil i mocy w wielu wymiarów świadomości. To przewodnicy po świecie, o którym ludzie w swoim pędzie zapomnieli. Po świecie magii i innych wymiarów. Ale też są przewodnikami w życiu ziemskim, codziennym.

Wszechświat to dla Ciebie…

Ja sama. Mam swój wszechświat w sobie. Kreuję go sobie tak jak chcę i widzę w tym wielką frajdę. Dawno już odrzuciłam media i zewnętrzne informacje, by nie zabrudzały mi mojego widzenia świata. Wszechświat to moi przyjaciele, z którymi łączę się zawsze z radością. To moi pacjenci na ceremoniach Zwierząt Mocy, którzy uczą mnie ciekawych spraw o człowieku, są wyzwaniem. To też mój literacki świat, który tworzę od początku.

Czy każda życiowa sytuacja, emocje, jakie czujemy w konkretnych przypadkach mogą nas doprowadzić do zwiększenie świadomości?

Jak najbardziej. Mogę nawet powiedzieć, że po to są. Każde spotkanie z człowiekiem czy zwierzęciem, książką, sytuacją to jakaś nauka i doświadczenie. Można się tym wręcz bawić i interpretować wprowadzając w codzienność szczyptę magii. Jeśli odbieramy te sytuacje całym sobą, wchodząc w nie świadomie emocjami i uczuciami, obserwując je i przeżywając (także smutek czy tęsknotę) to wychodzimy z roli i stajemy się obserwatorami swojego życia. Nabieramy dystansu do wydarzeń i nawet własnych emocji. Na tym według mnie polega świadomość. Że wiemy dlaczego nam smutno, co nas dotknęło i dlaczego. Nie spychamy tego, udając że wszystko jest w porządku ale w prawdzie przyglądamy się sobie z każdej strony. Robimy to z miłością i zrozumieniem, choć na początku nie wiemy o co nam naprawdę chodzi. Są takie chwile kiedy nie wiemy dlaczego chce nam się płakać. Wtedy pozwólmy sobie na to. Wejdźmy w cichą przestrzeń by posmakować tych łez, zobaczyć dlaczego płyną i co nam da jak je już wypłaczemy. To samo robimy z radością – delektujemy się swoimi wrażeniami z życia.

Co znaczy żyć w zgodzie ze sobą? Nie wszyscy lub może tak – nie zawsze – udaje się wprowadzić takie motto w życie. Jak tego dokonać?

Na to pytanie odpowiedziałam już chyba wcześniej. Zycie w zgodzie ze sobą to życie według własnych zasad. By je stworzyć trzeba sobie najpierw uświadomić, tak szczerze, co lubimy a czego nie. Co nas dotyka i krzywdzi, a co daje radość i chęć życia. O tym jest w „Przebudzeniu Lisicy” rozdział o Papudze, która jest takim szczerym głosem serca. Skrzeczy wciąż o tym co w sercu gra i albo jej słuchamy i w końcu Papuga się uspokaja lub okłamujemy samych siebie a Papuga w sercu woła, że wciąż coś jest nie tak. Że ta relacja mnie niszczy ale nadal z jakichś powodów ją kontynuuję. Że ta praca nie daje mi satysfakcji a mimo to wciąż nie chcę z niej odejść. Że marnuję czas zamiast stworzyć coś swojego, co kiełkuje w głowie – swoją firmę, plan podróży życia czy książkę. Jak żyć w zgodzie? Pytać się samego siebie co potrzebuję, czego nie lubię a co kocham. Dawać sobie prawo do smutku i wątpliwości, do niedoskonałości ale też spontanicznej radości, ekstazy. Wsłuchiwać się w swoje odczucia, intuicję. Ufać swoim wyborom z serca. Każdą decyzję podejmować samemu po chwili ciszy i byciu ze sobą szczerym. Bez rad tzw. autorytetów. Czy naprawdę mam ochotę spędzić ten wieczór z namolną koleżanką? Czy faktycznie interesuje mnie zdanie innych na mój temat i dlaczego? Czy wiem co mi sprawia radość, kto podwyższa moje wibracje? Podstawą życia w zgodzie ze sobą jest poznanie własnych potrzeb. Bo wtedy wiemy, w którą stronę podążać a za co podziękować.

Czy wciąż poszukujesz? Jeśli tak, to czego?

Siebie już znalazłam, choć wciąż siebie zaskakuję. To ciągła nauka. Jestem dość ciekawa i wciąż poszukuję z zapartym tchem nowych ciekawych ludzi. Zgłębiam teraz niewerbalną komunikację ze zwierzętami, by móc im pomóc dogadać się z ludźmi, a ludziom ze zwierzętami. To chyba nie jest poszukiwanie a odkrywanie piękna świata, jego złożoności i wielowymiarowości. Poszukuję w codzienności magii, by przyprawić życie tak jak lubię. I to się udaje. Na przykład ostatnio, po premierze „Przebudzenia Lisicy” odkryłam, że w ogrodzie wynajmowanego przeze mnie domu są kamienie z wyrzeźbionymi wizerunkami lisów.

Do czego w życiu dążysz?

By każdy dzień spędzać z radością. Dążę do bezpieczeństwa i docenienia swojego istnienia. Dążę do totalnej wolności i niezależności na wielu wymiarach a zwłaszcza w codzienności.

A teraz trochę z innej beczki. Jak znalazłaś się w Walii?

Zawsze marzyłam by mieszkać nad oceanem. Zależało mi na większej swobodzie obywatelskiej i lepszej edukacji dla dzieci. By nie wkuwały a rozwijały swój potencjał. Szukałam normalności w życiu, prostych rozwiązań społecznych, które pozwalają ludziom rozwijać się tak jak chcą zamiast zniewalać i kontrolować. Znalazłam to w Walii, choć nadal tęsknię za polską przyrodą, pogodą i jedzeniem.

Czy miejsca Cię inspirują, w jaki sposób? Czy mogą być dla każdej, każdego z nas czymś więcej, niż tylko pięknym krajobrazem?

Tak, miejsca mnie inspirują ale nie muszą to być tropikalne wyspy. Przede wszystkim inspiruje mnie natura, jej ogrom, zróżnicowanie i piękno. Jej magia. Lubię wtapiać się w las czy plaże nad oceanem. Chłonąć naturę całą sobą, oddychać nią, by wręcz zniknąć, stać się z nią jednym organizmem. Inspirują mnie ludzie i ich historie, które potem wykorzystuję w swoich książkach. Ich nieocenione dobro i bezinteresowna troska o mnie. Jestem zaopiekowana przez moją ludzka watahę i jestem za to bardzo wdzięczna. Co do drugiej części pytania: każdy ma swoje miejsca mocy – czy to osiedlowy las, plaża w Chałupach czy ogródek przed domem albo wyimaginowana łąka, którą odwiedza podczas medytacji. Miejsce, gdzie czuje się jak w domu, może tam być sobą i odetchnąć, zdjąć buty i maski, które urywają go przed światem.

Co zrobić, jeśli czujemy, że utknęliśmy? Chodzi o miejsce, moment, sytuację.

Dać sobie czas. Poprosić o pomoc zaufane osoby, wszechświat. Wykonać coś z intencją, by wyjść z marazmu: kąpiel, ćwiczenia gimnastyki słowiańskiej, spacer, dzień oczyszczenia wodą lub sokami. Słowem to, co przyjdzie do głowy. Rozebrać ten stan na czynniki pierwsze. Nie bać się go, bo on minie. Dać sobie miłość – wysłuchać własnych lęków i wątpliwości. Iść w naturę by się uziemić, dotknąć gleby, korzeni drzew. To koi. Oczyścić umysł medytacją czy muzyką, ulubionymi czynnościami. Stanąć na chwilę i się rozejrzeć. W takich chwilach pomocna jest Czapla Biała lub Żyrafa, by zobaczyć „problem” z wyższej perspektywy. Często wykonuję ceremonię by wrócić do Początku. To pomaga zobaczyć wszystko z innej perspektywy. Z wyższej percepcji gdzie emocje i strach nie mają dostępu. Pewien marazm czy stanie w miejscu to zderzenie się z blokadą w sobie. Stoimy przed drzwiami, bramą (np. podjęciem decyzji) i z jakichś powodów boimy się przez nie przejść. Przeprowadzam przez te drzwi dając wiarę we własne możliwości. Tutaj doskonałe są Zwierzęta Mocy bo wchodzą od razu do serca unikając kontaktu z emocjami i umysłem.

Jakim zwierzęciem mocy chciałabyś być?

Ja nie chcę. Ja mogę być każdym zwierzęciem. Są metody kontaktowania się ze Zwierzętami Mocy (pierwsze rozdziały „Przebudzenia Lisicy” są właśnie o tym). Choć mamy przypisane do siebie dane zwierzęta to cały świat natury jest nam skory pomóc. To tak jak z wiedzą. Mamy dostęp do całej wiedzy wszechświata – wiedzy kamieni, Przodków, zwierząt, mędrców, kart czy Bogiń. Nie musimy jej posiadać. Nie trzeba uczyć się wiedzy, wystarczy chcieć pomóc sobie czy komuś. Z dobroci serca, a metody i mądrość przyjdą w tym momencie same. Podobnie jest ze Zwierzętami Mocy. W pewnych sytuacjach potrzebuję intuicji Wilczycy i wtedy ją wołam. Innym razem odwaga Czarnej Pumy pomaga mi postawić granice, a spryt i gospodarność Myszy wspomaga mój zmysł organizacji. Już jestem swoim ulubionym Zwierzęciem Mocy. Sobą. A reszta Zwierząt wspiera mnie w tym.

fot. nadesłane przez autorkę.

Comments are closed.