Prosta opowieść. Huśtawka

with Brak komentarzy

W dzieciństwie zawsze czułem w sobie, gdzieś w samym środku, małe zwierzątko, które wystawiało kolce, gdy ojciec wracał z pracy. Wtedy to ani do kuchni wyjść z pokoju, ani pograć na skrzypcach się nie chciało. Chciało się bardzo, ale odwagi nie było. Najeżony jeż znikał, kiedy znikał ojciec. Niedziele były najgorsze, bo człowiek całymi dniami był w gronie rodzinnym, a grono to zajmowało tylko jeden pokój w wielkim mieszkaniu, wspólnym lokum. Ani się schować, ani być sobą.

I tu matka pomogła, narażając się na gniew ojca, który wielu rzeczy nie tolerował, ale jednej szczególnie − kłamstwa. Wtedy po raz drugi zawołała syna do kuchni. Miałem już na sobie suchy dres, ale też coraz bardziej wysuszoną duszę, a ona znów wypowiedziała magiczne słowo „sekret”.

Dogadała się z nauczycielką muzyki, że na niedziele będą pożyczać skrzypce ze szkoły. Zanosili te skrzypce do koleżanki z klasy, Maszy, której rodzice często podróżowali z racji wykonywanego zawodu. Zawód ten był wykonywany głównie przez tatę Maszy, który był konsulem ZSRR w Polsce, ale jego małżonka często mu towarzyszyła. Z Maszą zostawała babcia, która chętnie na niedziele przygarniała też mnie i pożyczone szkolne skrzypce. Mogłem wówczas spokojnie zajmować się niemęskim czynem – graniem Prokofiewa, ulubionego kompozytora babci Maszy. Ojcu powiedziano, że wraz z koleżanką budujemy robota z paczek po papierosach, że niby takie zadanie domowe. Na technikę. Przyszedł jednak czas, kiedy ojciec przypomniał sobie o tym zadaniu i poprosił, bym pokazał nasze dzieło. Matka wpadła w panikę, ale babcia Maszy tylko kiwnęła głową i zaprowadziła nas do przedpokoju. Wlazła na stołek i otworzyła antresolkę, w której leżały puste paczki po papierosach. Przewidując taki scenariusz, zawsze gdy szła do szkoły po Maszę, zaglądała do „zakusocznoj” na rogu, w której barman przekazywał jej puste opakowania po kosmosie. Kleiliśmy robota w czwórkę − babcia, Antonina, Masza i ja.

Okazało się, że nie tylko gotowanie i muzyka przynoszą radość. We wrześniu osiemdziesiątego szóstego Masza nie pojawiła się w szkole. W ich mieszkaniu mieszkała zupełnie inna, obca rodzina. Na apelu koścista dyrektorka w brązowych pantoflach i z trwałą ondulacją zarządziła minutę ciszy. Przed wakacjami, dużo wcześniej niż rówieśnicy, Masza wyjechała na odpoczynek do rodzinnego miasta swojej babci. Kiedy kleiliśmy robota, opowiadała mi, że najlepszy plac zabaw jest właśnie na podwórku jej babci. Była tam jej ulubiona huśtawka. Babcia zazwyczaj miała problem, żeby zagonić Maszę do domu.

Wiosną osiemdziesiątego szóstego na swojej ulubionej huśtawce na placu zabaw huśtała się Masza. Teraz zardzewiała huśtawka, popychana wiatrem, wydaje rdzawe dźwięki. Perm jest położony w skażonej zonie. To miasteczko widmo. 15 grudnia 2000 roku elektrownia w Czarnobylu ostatecznie zakończyła swoją działalność zamknięciem trzeciego reaktora.

prosta opowieść jest fragmentem powieści Mariki Krajniewskiej „Białe noce”

Photo by Noah Silliman on Unsplash

Comments are closed.