Pokochać to, co jest nie do pokochania

with 2 komentarze

Przez dziurę w ścianie dostrzeżesz światło, gdy za nim pójdziesz, ujrzysz prawdę. Nie zamykaj oczy aniele, bądź światłem dla siebie i innych. Dziś odnalazłam Anioła. Wśród znajomych, na fecbooku, objawił się i opowiedział niezwykłą bardzo prostą opowieść. Opowieść o tym, co najważniejsze. Przeczytajcie opowieść Karoliny.

Podchodzę delikatnie, okrążam ten temat, bo jest delikatny. Bo sprawia, że całkiem poważni i dojrzali dorośli, wybiegają z płaczem, jak napisał dziś Bartek. Rok temu w czerwcu po raz pierwszy w życiu towarzyszyłam przy umieraniu Dziecka. 6 tygodni. Niemal codziennie. I była to najbardziej wartościowa „praca”, jaką wykonywałam w moim życiu. Najpiękniejsze spotkanie, wspólna podróż i rozstanie. Rozstanie bez pożegnania, bo „miałam przyjechać jutro”. Ten Chłopiec do dziś przychodzi w moich snach więc nasza wspólna podróż trwa, tylko zmieniła wymiar. Wiem, że jest mu Dobrze, cokolwiek to znaczy. Dziękuję za to Spotkanie, dziękuję, że mogłam go poznać i być, tak jak potrafiłam najbardziej prawdziwie, na tamten moment.

Reakcje wielu osób były identyczne: „Jak dajesz sobie radę??? To musi być strasznie ciężkie!” – słyszałam to jak przez mgłę 🙂 Jak to ciężkie, kiedy w tym tyle piękna jest…. Jakie „dawanie rady”? Po prostu wsiadam w samochód i jadę i jestem. Żadnego „odcinania się”, ale i żadnego wklejania się w Jego Opowieść, towarzyszenie…. i wielka wdzięczność, przyjmowanie każdego dnia jako daru i doświadczanie Wszystkiego, co się wydarzało. I przechodzenie przez synchroniczności…

10-te urodziny mojej Córki – odwiedzam ją na kolonii i tego samego wieczora dociera alarmująca wiadomość od rodziców Chłopca, że lekarze mówią, iż to może być Koniec. Wsiadam w samochód i jadę. Chłopiec wita mnie najpiękniejszym uśmiechem i niemal widzę, jak siada na łóżku… Nie, to nie jest ‘ten dzień’. Dziękuję za kolejny Jego dzień, dziękuję za urodziny mojej Córki, za spokojną drogę powrotną w deszczu…
Sierpniowy chłodny poranek, samochód zapakowany sprzętem na wakacje nad morzem, rowery, deska, koce, książki, ruszam – pierwszy przystanek: kwiaciarnia – kupuję biały bukiet, zamieniam kilka zdań z panią, która milknie gdy słyszy, że jadę na pogrzeb… Dziecka. Dobrze znana trasa, a raczej jej połowa, nie dojeżdżam do Łodzi, Miasto Rodzinne Chłopca jest w połowie drogi, skręcam, jestem. Tłum ludzi, wieje, pada, ludzie płaczą i mdleją, pogrzeb zamienia się w cichą czarno-białą manifestację, mam wrażenie, że miasto ucichło, ktoś naprawdę zatrzymał Czas, Ruch i Dźwięki. Pogrzeb, przytulam po kolei tych, którym jest najtrudniej. I dalej rozmawiam z Nim. Rozmawiam i czuję Spokój. Z tego Miejsca mogę nie poddać się łzom i rozpaczy. Lekko choć z mocą utrzymuję ten stan, parę osób potrzebuje czyjejś obecności-bez-łez, przytomnej, współczującej, ale nie rozpadającej się.

Wsiadam w samochód, zabieram Go nad morze, obiecałam przecież. W strugach deszczu wieczorem docieram na miejsce, gdzie w ramiona wpada mi moje Żywe Stęsknione Dziecko. Zastanawiam się, jak jej powiedzieć, że Chłopiec odszedł stąd, niepotrzebnie tyle myślę, bo drugiego dnia Córka mówi do mnie sama: „Mamo, ja wiem, że On umarł, czułam to tego dnia, jak do mnie jechałaś, wiedziałam, że coś się stało, inaczej nie byłabyś tak późno”. I już. Dzieci są niesamowite…

Parę dni wakacji. I myśl: tylko tak chcę ‚pracować’. Wszystko co wcześniej w życiu robiłam miało mnie doprowadzić w to miejsce. W miejsce, w którym Wszystko sprowadza się do bycia prawdziwą i działania: pogłaszcz, przytul, opowiedz, posłuchaj, biegnij po pielęgniarkę, porozmawiaj z lekarzem czy księdzem, wyegzekwuj, podaj picie, zasłoń okno, pomasuj stópki, ręce, słuchaj i rozmawiaj, bądź, bądź sobą z całą dostępną świadomością 🙂 dotrzymuj obietnic: jak mówisz, że będziesz jutro, to bądź.

***

A potem jest miejsce, w którym najczulszą opieką otoczone są porzucone dzieci. Znowu Łódź. Tam śmierć, tu Początek Życia. Tam ukochane Dziecko otoczone najbliższymi do końca, tu porzucenie na „dzień dobry”. Znów przyjeżdżam i jestem, na ile mogę, na ile czas i inne okoliczności pozwalają. W przepięknym Miejscu, pełnym miłości, tulenia i chęci zrekompensowania Maluszkom trudnych doświadczeń, obok zapachu niemowląt, zapachu niemowlęcych oliwek i proszku do prania, wyświetlają się koszmarne filmy. Każde Dziecko to inna opowieść. Potrzymaj na rękach, przytul, pogłaszcz, a „opowie” Ci swoją. Podziękuj. Bądź, bądź prawdziwa, bądź sobą. Nie da się być nie-poruszoną, a mimo to można tam Być. Nie pomożesz rozpadając się. Pomóż najpierw sobie. Ukochaj odrzucenie i traumy, Pokochaj matkę-co-nie-chce-dziecka, tak jak pokochałaś matkę-co-nie-chce-oddać-dziecka, a potem wróć, jeśli nadal będziesz tego chciał/a. Pokochaj to, co jest Nie-do-pokochania.

***

W końcu jest Otwock, prawie-dom, prawie-Warszawa, pomieszanie Piekła z Niebem. Wymieszane opowieści, wymieszane zapachy: miłość i troska obcych ludzi z zapachem lęku, braku sensu, poczuciem bycia odrzuconą, niechcianą, nie-dość-jakąś-tam Maleńką ludzką Istotą. Kto to jest mama? Ta co nosiła 9 miesięcy pod zamkniętym z przerażenia sercem…. Czy ta-która-kiedyś-może-przyjdzie? A jeśli nie przyjdzie? Uda się nabrać sił i wiary z miłości tych Cioć wszystkich, co tulą i kochają? A co jeśli NIKT NIGDY po mnie nie przyjdzie i będę umierać „niczyje” takie…. Wycie od podłóg po sufit. Słyszę, że stąd „ludzie wybiegają z płaczem”. Myślę sobie „Witaj w Domu”.

Nie daj się. Nie osądzaj. Pokochaj. Bądź. Działaj. Jak powiesz, że będziesz jutro, to bądź.
Karolina Kowalska

2 Responses

  1. Anka
    | Odpowiedz

    Powinnaś częściej pisać. Twoje życie i Twoje podejście do życia są niesamowitą historią samą w sobie.
    A każde czytanie tej historii przynosi mi większą gęsią skórkę. Dziękuję <3

    • admin
      | Odpowiedz

      Ta historia jest opowiedziana przez Karolinę, która faktycznie powinna opowiadać nam wszystkim bardzo dużo! 🙂 <3

Leave a Reply