Okno

with Brak komentarzy

Dom był jasny. Wielkie okno pozostawało niezasłonięte. Nie było na nim ani firanek czy zasłon, ani żaluzji czy rolet. Puste zapraszało do zerknięcia do środka. Czyste szyby nęciły błądzący wzrok przechodniów.

Dziewczyna szła szybkim krokiem. Spoglądała na zegarek, rozglądała się na boki. Pewnie się umówiła na spotkanie i nie chciała się spóźnić. Zerknęła tak samo szybko, niepewnie, z lekkim podenerwowaniem. Nie spowolniła kroku nawet na ułamek sekundy. Zakochana.

Facet w garniturze z poluzowanym fioletowym krawatem nigdzie się nie spieszył. Z lunchu wracał, to pewne. Zwinnym ruchem kciuka lawirował po przyciskach komórki, uśmiechając się pod nosem. Przystanął, wciąż nie odrywając oczu od wyświetlacza. Roześmiał się, po czym rozejrzał dookoła. Nikt na niego nie zwracał uwagi. Wrócił spojrzeniem na komórkę i schował ją do kieszeni. I wtedy popatrzył w okno. Prawa noga już szykowała się do ruchu, ale mózg nagle wysłał inny sygnał. Zawahał się. Z zaciekawieniem przyglądał się oknu, lecz spuścił wzrok i wreszcie poszedł dalej, wymachując brązową teczką.

Futrzasty wskoczył na niski parapet. Przyjął pozycję siedzącą, oblizując czarny pysk. Ogon ułożył płynnym ruchem dookoła przednich łap i spojrzał do okna, mrużąc zielone oczy. Patrzył długo. Wybałuszył ślepia, które wybrały sobie jeden punkt i wpatrywały się w niego bez mrugnięcia. Nerwowy ruch koniuszka ogona mącił pozorny spokój Futrzastego. Nagły skok z parapetu towarzyszył przenikliwemu miauknięciu.

Kobieta miała smutne oczy. Bardzo smutne. A przecież się uśmiechała, zupełnie jak tamten gość, pod nosem. Choć nie, uśmiechała się, patrząc prosto w nikłe promienie, które z werwą próbowały przedostać się przez ciężkie szare chmury. Ręce miała opuszczone wzdłuż filcowego płaszcza w bordowo-brązową kratkę. Wyglądała nienaturalnie. Gdyby ktoś zobaczył tylko jej górną część ciała, z pewnością skojarzyłby ją z robotem czy lalką. Działo się tak za sprawą siatek z zakupami, które trzymała w obu dłoniach. Kobieta szła powolnym krokiem, przechodząc obok, odwróciła głowę. Skierowała smutne oczy w wielkie okno i zatrzymała się na chwilę. Siatki jej ciążyły wyraźnie, ale ona ich nie postawiła na chodniku. Wciąż trzymając zakupy, patrzyła niewidzącym wzrokiem w sam środek okna. A może przeglądała się w nim niczym w lustrze, szukała w nim siebie? Siebie sprzed lat…

Pojawił się znienacka. Wytoczył się zza rogu i wlepił przekrwione oczy w szybę, jakby chciał się jej złapać dla utrzymania równowagi. Ręce miał zajęte. Miał też poważne problemy z równowagą, a może to równowaga miała problem z nim? Chwiejąc się, stał niczym zahipnotyzowany. Patrzył się w szybę z takim impetem, że wydawałoby się, że za chwilę szyba pęknie w drobny mak. Jego usta otwierały się co chwila i zamykały. Grymas na twarzy nie wróżył niczego dobrego. Walka z równowagą została podjęta przez wszystkie członki bez wyjątku. Zniknął znienacka.

Oczy poważne. Oczy z nadzieją. Oczy zamyślone. Oczy puste. Oczy pełne radości. Oczy. Oczy. Oczy. Na chwilę, na dłużej, z uwagą, przelotnie. Dom był jasny. Wielkie okno pozostawało niezasłonięte. Nie było na nim ani firanek czy zasłon, ani żaluzji czy rolet. Puste, zapraszało do zerknięcia do środka.

Photo by freddie marriage on Unsplash

Leave a Reply