O radości, którą można znaleźć wszędzie

with Brak komentarzy

Liście są piękne. Wczoraj córka powiedziała, że jak ktoś się tarza w suchych liściach, to tak jakby się tarzał w trupach, no bo czym są te zasuszone kikuty drzew, walające się na ziemi, raz po raz dające się bezwładnie unieść na wietrze? Masz dużo takich jesiennych trupów, nazwijmy rzeczy po imieniu. Kruche są jak sama ty. I życie w tobie. Jak okruszki, którymi starsza pani nęci gołębie na placu Defilad, o tam stoi, zobacz, znów stoi ta sama lub zupełnie inna. Każdy twój dzień ma swoją własną staruszkę.

Chyba masz w sobie zaprogramowany jakiś algorytm, który dzień w dzień, niezależnie od sytuacji politycznej, społecznej, niezależnie od słów padających z mównicy w sejmie, zawsze wywołuje o określonej porze jakąś staruszkę, co te gołębie nęci, a one zostawiają w podzięce wszystkim nam i tobie przede wszystkim białozielone ślady swoich odchodów. Na ławkach, chodnikach, drzewach, samochodach, huśtawkach, pomnikach, z tymi to akurat nie walczyłabym, czasem nawet to jest urocze. Obsrany pomnik tego czy tamtego. Jakby tak można było obsrać niektórych za życia, zwłaszcza teraz. Byłabyś wtedy nieźle posrana! Może jednak to nie jest dobry pomysł. Wystarczy, że taką cię widzą i piszą po zimie, jak się śniegu pozbywasz, odkrywając tym samym gówniane niespodzianki pupili warszawiaków. Oto nasze pupile, oto ich dziedzictwo. Coś zeszłam na jakiś gówniany temat, choć humor mam całkiem dobry. Nie rujnuje go ani decyzja rządu w sprawie… tu można by było wymieniać i wymieniać, ale wiesz co, nie dziwię ci się wcale, że tak się przyglądasz i oczy odwracasz.

Ja mam swój metr kwadratowy i czuję się tam jak u pana boga za piecem, no fakt, twoim piecem, ale czy ty nie jesteś moim bogiem, skoro cię wybrałam i żyję tu i wierzę w ciebie? Sami sobie bogiem jesteśmy, mówisz. No i masz rację. Ja np. mam swoją huśtawkę. Dostałam w prezencie i sobie zakładał puchówkę i wychodzę na balkon się huśtać. Nie muszę nawet wówczas oczu zamykać, by czuć się jak dziecko, czyli jak? Czyli beztrosko. I jak jeszcze? Radośnie. A radość jest najważniejsza.

Można czuć całe życie gniew? Można. Ale jest wybór, każdy ma. Rząd? Ustawa antyaborcyjna? Niezawisłe sądy? Nie, ja mam swoją huśtawkę z radością. O, nie, nie. Nie uśmiechaj się z taką ironią. Doskonale wiesz o co mi chodzi. Nie mówię, że mnie to nie dotyka, owszem, dotyka, ale nie idę w gniew. Wybaczam i wyzwalam radość tam, gdzie się da. W sobie. Przede wszystkim w sobie. A to działa. Wiesz sama najlepiej. Wiesz, jak patrzyłaś na działa wycelowane w dziewczynkę na Żoliborzu oficerskim w 44-tym? Jak wtedy płonęłaś? Jak teraz patrzysz na zasuszoną twarz tamtej dziewczynki? Patrzysz i co wybierasz? Słońce, ciepło, kolory, mosty z neonem „miło cię widzieć”, wieżowce z napisem „kocham cię, Warszawo”. To wybierasz. A ja wybieram ciebie, Warszawo. Dzięki za dziś. Tylko jeszcze jedno tobie powiem. Mogłabyś wreszcie rzucić to palenie na dobre.

fot. Ann Podsiedlik

Leave a Reply