O kawie z wiadra i duńskim marynarzu, który lubił pączki

with Brak komentarzy

Próbowała nie pamiętać. W tej chwili. Potem sobie o tym pomyśli. Teraz usiądzie w trochę twardym, ale jednak miłym fotelu, oprze się o oparcie, poczuje lekkość w krzyżu, rozluźni ramiona i spróbuje pomyśleć o tym wszystkim potem.

– Wiesz, – zaśmiał się, przeglądając menu, wydrukowane na jednej dużej zalaminowanej kartce, na której sporą część zajmowały pozycje z kawą. – brakuje mi kawy z wiadra. – Podniósł wzrok znad karty i popatrzył na Joannę.
– Przepraszam, jakiej kawy? – Joanna wydała mu się wreszcie lekko rozluźniona. Do tej pory odczuwał coś na kształt ciężkostrawnego powietrza, krążącego nad nimi. Tak właśnie by opisał atmosferę, panującą od kiedy weszli do kawiarni i zajęli stare fotele, gdyby ktoś akurat o to go zapytał.
– Co mogę podać? – pytanie kelnera nie dotyczyło atmosfery panującej w tym miejscu, jednak pospieszyli z odpowiedzią.
– Pachnie tu cynamonem… – zaczęła Joanna.
– Jabłecznik z cynamonem, rogaliki z cukrem i cynamonem i kawa z cynamonem – wyrecytował młody chłopak, uśmiechając się od ucha do ucha, zupełnie jakby uwielbiał swoją pracę. Joanna spróbowała w to uwierzyć, gdyż świadomość, że ktoś może tak w życiu mieć, działała uspokajająco.
– A nie macie kawy z wiadra? – zachichotała, spoglądając na Pawła.
– Gdyby chcieli państwo, to oczywiście da się załatwić, Kajtek! – zawołał kelner, którego nie udało się zbić z tropu. – Kajtek! – powtórzył, a do kawiarni od strony ogródka wszedł na oko trzyletni chłopiec z bujnymi lokami i nieco odstającymi uszami, który w malutkiej dłoni trzymał czerwone plastikowe ubłocone wiaderko.
– Pożyczyłbyś wiaderko wujkowi? – kontynuował kelner z poważną miną.
– Tylko na jakiś czas – odpowiedział Kajtek również traktując sprawę jak najbardziej poważnie rozglądając się po kawiarni i palcem pokazując kelnerowi, by ten się ku niemu schylił – wymienię – wymamrotał, próbując mówić szeptem, co niezbyt dobrze mu wychodziło – na ciasteczko!
Kelner puścił do niego oko, chwycił wiaderko i pokazał Pawłowi:
– Czy takie może być?
– Wie pan co, może ja poproszę zwykłe cappuccino – Paweł nieco zaniepokojony o losy swojego napoju, spojrzał na Joannę, która pękała ze śmiechu.
– Dla mnie to samo – odparła – wiaderko może innym razem.
– Ale ciasteczko dostanę? – odezwał się Kajtek, wyraźnie niezadowolony z takiego obrotu sprawy.

Kelner odszedł realizować zamówienie i dogadać sprawy z Kajtkiem. Joanna poczuła ogromną wdzięczność za śmiech. To było odkrywcze. Kolejne odkrycie, związane z jej osobą, jakiego dokonała w ciągu ostatnich dni. Zerknęła na Pawła, bawiącego się serwetką.
– No zapytaj mnie – powiedział nie odrywając wzroku od miętoszonego skrawka papieru.
– No dobrze, opowiedz mi o tej kawie z wiadra – poprosiła.

Paweł opowiedział. Czerpał z tej banalnej historyjki morze przyjemności, która tak nagle zalała go wielką falą, że w pewnym momencie się peszył, lekko wycofał, ale zdecydował bohatersko, że będzie brnął dalej i nawet jeśli wyda się śmieszny, to nic nie szkodzi. Jego historia była krótka, ale smaczna. Przynajmniej tak ją odebrała Joanna.

– Pyszki są to takie jakby pączki z dziurką, w zasadzie lepiej by było je nazwać obwarzankiem ale o strukturze pączka, choć to też jest wielkie uproszczenie, – mówił gestykulując, kreśląc w powietrzu koła, posypując wymyślone pączki cukrem pudrem. – Nie mają żadnego nadzienia, ale za to jaki smak! I tylko w Petersburgu mówią na nie pyszki. Podobno kiedyś nie miały wcale dziury i były bułeczkami, paczkami, smażonymi w gorącym oleju, ale pewien duński marynarz, który nie rozstawał się z ulubionym smakołykiem podczas sztormu, nie mógł jedną ręką utrzymać steru, więc trzymany w ręce pączek nadział na rączkę steru i stąd powstała ta dziurka w pączku.
– A co z tą kawą? – Niecierpliwiła się Joanna, dyskretnie połykając ślinę.
– W Petersburgu od dawien dawna są kawiarenki, w którym podają wyłącznie pyszki. I kawę. Niektóre kawiarenki zachowały klimat i wystrój z czasów radzieckich. Nikomu to specjalnie nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. No i do pyszek podają tam kawę. Rozpuszczalną z mlekiem i cukrem, którą robią w wiadrach i z wiader przelewają do ogromnych gastronomicznych termosów. Słowo, sam nie raz widziałem. Moja córka uwielbia tę kawę z wiadra. Pije tylko taką. To znaczy wtedy, kiedy chodzimy na pyszki.
– To miła historia. Miła dla ucha i dla brzucha – zaśmiała się Joanna.

Ta historia mogłaby się wydarzyć naprawdę. Pyszki mnie samej smakują najbardziej popijane kawą z wiadra. Ma w sobie tysiąc wspomnień is kojarzeń: duża dłoń ojca i jego wydłużony krok, za którym moje małe nóżki nie umiały często nadążyć, ale biegły, starały się, ponieważ razem szliśmy właśnie na te pyszki. Zawsze chciałam, by zamówił całe dziesięć i ten widok ciepłych obwarzanków posypanych cukrem pudrem na ciężkim talerzu. Teraz wracamy do smaków, które kiedyś były tak bardzo naszymi, a potem z różnych powodów przestały. Może warto do nich wracać częściej, z wdzięcznością i błyskiem w oku, bo przecież one jeszcze mogą się nam przytrafić.

 

Pyszki domowej roboty, spróbuj:

 

Mąka – 0,5 kg
Mleko – 1 szklanka
Drożdże (suche) – 1 łyżka
Cukier – 100 g
Margaryna – 100 g
Jajka – 2 szt
Sól – szczypta
Cukier puder – do posypania

 

 

Wymieszać 1 szklankę mleka z 2 łyżkami ciepłej wody, wsypać drożdże i 1 łyżeczkę cukru. Dodać sól i 150 g mąki. Wszystko dokładnie wymieszać i zostawić na 20 minut do wyrośnięcia. Następnie dodać do ciasta miękką margarynę, jajka, resztę cukru i mąki, uformować kulę i zostawić na 2 godziny w ciepłym miejscu. Po upływie dwóch godzin uformować pączki lub „pyszki” robiąc w środku otwór i znów zostawić na 20 minut. Smaży się pyszki na patelni w gorącym oleju. Na gotowe odsączone pyszki sypiemy cukier puder.

Leave a Reply