Lala

with Brak komentarzy

Kiedy się dowiedziałam, przez ułamek sekundy zawładnął mną gniew. Po krótkiej chwili jednak przepełniło mnie uczucie podziwu i uwielbienia dla kobiety, która właśnie umierała. Siedziałam u wezgłowia jej łóżka. Byłam z nią tylko ja. Jak zawsze. Tylko ja przy niej, tylko ona przy mnie. Spokojna twarz. Spokojne ciało. Linie zmarszczek pokrywały całe ciało. Koszula nocna w drobne konwalie, którą lubiła zakładać na noc. W dłoni ściśnięta stara tekturka. Nie większa niż jej koślawy palec wskazujący. A na tekturce tylko jedno słowo. Lala.

Lala, tak mam na imię. Powiedziała mi kilka dni temu. Tyle lat ukrywała prawdę przed światem. Przede mną. W dobrej wierze. By świat mnie nigdy nie skrzywdził. Wydaje mi się, że to rozumiem. Choć, jak się bardziej nad tym wszystkim zastanawiam, żal i poczucie krzywdy próbuje wyleźć z najdalszego zakamarka mojej duszy i krzyknąć: „a ku – ku”. Zdrowy rozsądek jednak podpowiada, że gdyby tylko była pewna, że prawda nigdy mi nie zaszkodzi, wyjawiłaby ją od razu.

Wciąż spała. Jej piersi w wolnym tempie unosiły się nieznacznie, by momentalnie opaść, pozwalając rozchylonym ustom wypuścić z wnętrza spowite chorobą powietrze. Nie wiedziała, jakie nosiłam nazwisko. Nie wiedziała, jaka kobieta mnie wydała na świat. Nie wiedziała też, jaki mężczyzna spłodził mnie i kiedy to było dokładnie. Dniem moich urodzin był dzień, kiedy trafiłam do niej. Powiedziała, że na oko miałam może wtedy ze trzy lata. I tak już zostało. Kolejny rok z nią plus trzy. Przestała tak liczyć, kiedy zaczęłam wypytywać o co chodzi z tymi plusami, kiedy w dzień moich dwunastych urodzin powiedziała, że właśnie skończyłam dziewięć lat plus trzy. Roześmiała się potem, twierdząc, że to taki żart. A później była już ostrożna. Nie żartowała więcej w ten sposób.

Wiedziała tylko tyle, że musi uciekać. Ze mną. Zabrać najpotrzebniejsze rzeczy i pojechać do jakiejś innej wioski, gdzie nikt jej nie znał. Nagłe posiadanie trzyletniej córki niewątpliwie wyglądałoby bardzo podejrzanie. Zwłaszcza tuż po zgarnięciu przez Niemców wszystkich Żydów z okręgu Białocerkiewnego. Uciekła więc. I zaczęła nowe życie. Już nie sama. Tylko ze mną. Ja też sama nie byłam. Tylko z nią. Stałam się jej małą córeczką. Córeczką, która będąc małą Żydówką została pospiesznie wypchnięta z tłumu prowadzonych do zamordowania Żydów. Córeczką, którą pospiesznie zakryła swoją długą spódnicą, kiedy zauważyła jak Niemiec idący obok odwraca się w moją stronę. Córeczką, którą przyniosła szybko do swojego domu, kiedy Niemiec przeszedł obok, wymachując karabinem i wystrzeliwując pociski szwabskich obelg w kierunku milczących starców, kobiet, dzieci i mężczyzn, kroczących po nieuchronną śmierć.Wyjęłam z jej rąk tekturkę – wszystko co zostało z czasów, kiedy miałam lat zero plus trzy.

Leave a Reply