Brak fałszu i natychmiastowości, czyli jak tworzyć dla młodzieży

with Brak komentarzy

Młodzież to trudny odbiorca, zwłaszcza jeśli chodzi o kulturę. Niestety, jeśli chodzi o literaturę, dołki pod twórcami kopie kanon lektur obowiązkowych. W jaki sposób pisze się dla młodzieży? Czy są specjalne strategie, by zagonić młodego czytelnika do książek?

Ostatnio przy rozmowie dotyczącej tworzenia kultury dla młodzieży padło zaskakujące w swej prostocie stwierdzenie. Młodzież znudziła się natychmiastowością. Czym? Ano tym, że wszystko o czym pomyśli na natychmiast na wyciągnięcie ręki, a ściślej w zasięgu kciuka, którym klika na odpowiedni przycisk na urządzeniu mobilnym i voila! Przepytaliśmy młodych adeptów kultury i sztuki, czy tak faktycznie jest. Odpowiedzi były twierdzące. Mało co dziś może zaintrygować. Tajemnica owszem, ale nie taka, którą da się w jednej sekundzie rozwiązać. To między innymi dlatego książka i serial „13 powodów” cieszyły się tak dużą popularnością. Odwoływały się do analogowych metod rozwiązywania sekretów, które same w sobie już były przez autora stworzone na bardzo wysokim poziomie emocjonalnym. Emocje to nie wszystko. Musi być coś więcej. W tym przypadku były to kasety magnetofonowe.

W swojej kolejnej książce, którą tworzę właśnie dla młodego czytelnika intuicyjnie poszłam drogą analogową. Są tam stare aparaty fotograficzne, proce, wyblakłe notesy. I wiecie co? To faktycznie tworzy magię.

Wydawnictwo Papierowy Motyl wydało właśnie kolejną powieść Zbigniewa Kowerczyka, adresowaną właśnie dla młodzieży. Gdybym miała w kilku słowach określić o czym jest powieść „Dwa brakujące słowa” wymieniłabym: przygoda, emocja i wartości. To rewelacyjne połączeniu, ponieważ poprzez dynamiczną i interesującą akcję wprowadza również, nieinwazyjnie, zapomniane już wartości do życia czytelnika.

Literatura dla młodzieży to bardzo konkretny gatunek, który podobnie jak i inne w beletrystyce ma swoje ramy, ale w tego rodzaju twórczości należy o nich szczególnie pamiętać – mówi Zbigniew Kowerczyk. Tutaj autor choćby nie wiem jak bardzo chciał być nowatorski i oryginalny, rozsuwał je lub próbował nawet nieco łamać, to jednak musi pamiętać, że one, tak czy inaczej są. Należy pamiętać przede wszystkim dla kogo się pisze i w związku z tym – o czym, jakim językiem, jak zachowują się bohaterowie, jak mówią, jaką mogą mieć wiedzę, zainteresowania, doświadczenia życiowe itd. Książka ma młodego czytelnika zainteresować, najlepiej wciągnąć, powinien identyfikować się z jej bohaterami i ich problemami. W tym gatunku literackim, jeśli książka odbiorcę – do którego jest przecież skierowana – znudzi, lub czegoś w niej nie zrozumie, to wina na ogół leży po stronie autora. Na ogół, bo nie zawsze. Ja wplatam niekiedy smaczki, które nawet chcę, aby czytelnik odkrył dopiero przy drugim czytaniu. Teoretycy tematu twierdzą, że literatura dla dzieci i młodzieży powinna spełniać też funkcję edukacyjną i wychowawczą. Podpisuję się pod tym postulatem, ale w jego wypełnianiu staram się być bardzo ostrożny. – dodaje autor.

Czy nie jest jednak za nudno, kiedy jest zbyt dużo moralizatorstwa? Oczywiście. I tu warto nie wpaść w pułapkę bycia „narratorem wszechwiedzącym”. Nasz specyficzny czytelnik odrzuca wszystko, czego jest zbyt dużo. Jak niedawno usłyszałam od przedstawicielki młodego pokolenia, „tylko jednorożec plujący tęczą” jest do zaakceptowania. I to pod warunkiem, że występują w oderwaniu od jakiejkolwiek kontekstu, bo wówczas też już go będzie za dużo. Liczy się realizm i prawda, na którą młodzi są niezwykle wyczuleni.

Młodzież szybko wyłapuje wszelkie fałszywe nuty – nachalny dydaktyzm, moralizowanie, sztuczną „młodzieżowość”, nienaturalną stylizację jej języka i całą masę rzeczy. – twierdzi Zbigniew Kowerczyk. Wiem o tym bardzo dobrze, bo choć wprawdzie jestem autorem na razie dwóch tylko powieści młodzieżowych, to przecież pedagogiem od wielu lat. W moim jednak wypadku, przy tak wielu warunkach, które należy spełnić, pisanie dla młodzieży nie jest jednak jakąś szczególną „spiną”. Ja ją po prostu znam, a przede wszystkim lubię i szanuję. Mam wielu znajomych z mojej grupy wiekowej, którzy mimo że często młodsi ode mnie, poprzez swój stosunek do młodzieży wydają się być nie tylko starsi, ale starsi o całe pokolenie. Ode mnie nie można usłyszeć „ach ta dzisiejsza młodzież!” Ja nie korzystałem z komórki, tabletu, laptopa czy PSP, bo ich zwyczajnie nie było. Ja – jeśli chłopak lub dziewczyna przy grającym odtwarzaczu CD zagląda do laptopa, a w ręku trzyma komórkę i na pytanie „co robisz?” odpowiada „uczę się” – biorę pod uwagę, że może rzeczywiście się uczy. To, że moi rówieśnicy tak nie robią nie ma tu specjalnego znaczenia. Każde pokolenie narzeka na młodzież, a świat toczy się swoim torem i jeśli coś bywa z nim nie tak, to z pewnością nie dzięki młodzieży. Nie wiem jak inni autorzy, ale ja nam taki stosunek do nastolatków. I – przypomnę jeszcze to, co powiedziałem wcześniej – zwyczajnie ich lubię. Ten prosty warunek plus pomysł na fabułę to wszystko co trzeba, żeby napisać dla nich książkę i mieć nadzieję, że zdobędzie ona ich uznanie.

Dwa brakujące słowa znajdziesz TU!

Marika Krajniewska i gość Zbigniew Kowerczyk

Photo by João Silas on Unsplash

Leave a Reply