Bóg, honor, in vitro

with Brak komentarzy

Dzieci z in vitro są jak truskawki bez smaku – powiedział jeden z tych, co się go słuchać powinni. No bo należy do władzy rządzącej, rzecz jasna. No i rzecz jasna takie dzieci nigdy też nie będą kochane – słyszeliśmy to niedawno. Podczas gdy rząd aktywnie promuje katolickie życie w państwie wyznaniowym, a kościół te poczynania wspiera, wiele matek walczy z rozgoryczeniem i niepojętym wewnętrznym rozłamem, u podwalin którego leży przymus oderwania wiary od religii. Tyle tylko, że religia bez wiary się nie utrzyma, a wiara bez religii będzie się miała dobrze, kto wie czy nie najlepiej.

Posłowie prześcigają się w wypowiedziach na temat zagrożeń, jakie niesie ze sobą in vitro i nieustająco podnoszą poprzeczkę absurdu. Co ciekawe, mówią sami znawcy, którzy nigdy nie byli i nie będą praktykami w tej dziedzinie a opierając swoje wywody na własnych wymysłach, upokarzają rodziców, co do których mamy pewność, że z najwyższym wyczekiwaniem powitali swoje dziecko z probówki, wierząc, że właśnie Bóg im w tym pomógł.

Parę lat temu miałam szczęście poznać niezwykle wrażliwą artystkę. Pracowałyśmy razem przy projekcie, kiedy to w niezwykle ciężkich warunkach nie zaniechała przygotowań do in vitro. Pracowała ciężko, czuła się źle, ale świadomość, że za jakiś czas jeśli Bóg pozwoli, będzie mogła trzymać w ramionach swoje dziecko, dodawała siły. Jej dziecko ma już kilka lat. A ona sama, wraz z jego pojawieniem się coraz bardziej wierzy, ale coraz mniej zaczyna obchodzić ją religia.
Jej in vitro jest cudowną dziewczynką, ma swoje imię, charakter nacechowany nią i jej mężem.

„Nigdy nie zastanawiałabym się nad sensem tej metody, bo jest dla mnie oczywisty i niepodważalny, ale państwo, w którym żyjemy zmusza mnie do tego. Słyszę i wypowiadam słowo „in vitro” prawie codziennie.”

Doszło do tego, że z praktykującej chrześcijanki zmieniła się w pewnego rodzaju antyklerykałkę, która nie potrafi zrozumieć katolickiej nagonki na jej rodzinę tylko dlatego, że dotknięta została chorobami cywilizacyjnymi.

Kilka lat temu jej mąż zachorował na nowotwór złośliwy. Zamrożenie nasienia jeszcze przed leczeniem dało im możliwość posiadania wspólnego dziecka.

„My jesteśmy silni po wszystkim, co przeszliśmy. Zrozumieliśmy, że religia i wszelkie ideologie, wykorzystujące ludzką niewiedzę, próbując zbić często kapitał polityczny na temacie in vitro, nas nie skrzywdzą”.

Ale co z tymi, którzy będą mieć podobne problemy w przyszłości? Co jeśli państwo wyznaniowe zabroni tej szansy, zabroni wyboru, zabroni tego szczęścia i rozwoju naszemu społeczeństwu?

Tolerancja, zrozumienie, empatia – to wartości, do których musimy dorosnąć jako społeczność. Zapłodnienie pozaustrojowe jest błogosławieństwem. Nie wszyscy mają szczęście, aby spłodzić dziecko gorącą, upojną nocą.

„Kiedyś na mszy, podczas kazania, jeden z kapłanów poniżył nas jako rodzinę korzystającą z tej metody, wypowiadając słowa tak gorzkie i nieprzystające do rzeczywistości, że postanowiliśmy nie uczęszczać więcej w nabożeństwach. Poszłam do niego do zakrystii i zapytałam czy jest pewien swojej nieomylności w sprawie in vitro. Odrzekł, że tak, ponieważ Kościół nigdy się nie myli. Odpowiedziałam, że w takim razie Kościół popełnia jeden z najgorszych grzechów, o jakich naucza – grzech pychy. Jestem wierząca i od początku czułam, że nasze in vitro jest darem jaki otrzymaliśmy od Życia”.

Leave a Reply