Bez niej filozofia pozytywnego myślenia to shit

with Brak komentarzy

Osho mówi, że filozofia pozytywnego myślenia to jedno wielkie gówno. Ściema po prostu. I ma rację, bo… Jakub Bączek – mentalista – mówi, że w pozytywnym myśleniu jest moc, a nawet można w sobie wyrobić „oszukańczy” nawyk pozytywnego myślenia, np. trzymając ołówek w poprzek między zębami. Po co? Po to, by rozszerzone w ten sztuczny sposób usta, jakby rozciągnięte w uśmiechu, dały sygnał do mózgu, że wszystko gra i jest najlepiej. To działa. Bączek ma rację, bo…

Dwa poglądy spotykają się w jednym ważnym punkcie. Zwie się on akceptacja, chciałoby się napisać przez duże „A”. I choć jest to drugie słowo, tuż po „uważności”, które w ostatnich latach szeroko rozprzestrzenia się we wszechświecie, mimo to, mało kiedy potrafimy z niego w pełni świadomie skorzystać.
Akceptacja, czyli kiedy? Wtedy, kiedy naprawdę nie musisz robić nic.

Obudziłam się pięknego prawie letniego już poranka, za oknem słońce, w duszy chęć robienia twórczych, inspirujących rzeczy i świadomość, że możesz się tym działaniom oddać. Serce rośnie, kawa stygnie, słońce obdarza promieniami, wczoraj okazało się, że mój blog otrzymał statuetkę w Radomskim Plebiscycie Blogowym, a ja zaczęłam się zastanawiać jak trafić do szerszego odbiorcy, jak zrobić to i tamto. Jak? Bo teraz takie czasy, owakie czasy, tego się nie czyta, tamtego się nie czyta, to się wydaje, a tamto już nie. A ja piszę o Zeusie, wielkim drzewie za moim oknem, który co rano wita mnie kołysaniem gałęzi i mnie napawa to radością, która ładuje na cały dzień. Czy ludzie chcą czytać o Zeusie? O tym, że drzewo może uszczęśliwić? O tym, że w maju wybieram dłuższą trasę jadąc do pracy, żeby przejechać obok posesji, przy której rośnie gigantyczna stara magnolia z delikatną huśtawką zawieszoną na gałęzi. I kiedy kwitnie jej korona, to widok jest taki, że zapiera dech w piersiach? Niedawno się dowiedziałam, że pewna znajoma po kilku spotkaniach ze mną zwierzyła się innej naszej wspólnej koleżance, że już ze mną nie może. Dlaczego zapytałam. Odpowiedź mną wstrząsnęła. Nie, nie mam przykrego zapachu z ust. Okazuje się, że kiedy pyta co u mnie, ja odpowiadam, że dobrze i wymieniam pozytywy. Co w tym dziwnego? Nie jestem statystyczna. Jestem inna. Nie narzekam na początku rozmowy. Doceniam dobre zdarzenia, widoki, plany – te zrealizowane i te, których zrealizować się nie da.

Kuba Bączek i Osho mają rację, bo mówią o akceptacji.

Korzystanie z akceptacji daje siłę w nic nie robieniu. Akceptacja jest stanem, kiedy dajesz sobie przyzwolenie, korzystając ze swojej wolnej woli, do tego by czuć smutek, żal, zazdrość, nienawiść. Jeśli tego nie zaakceptujemy, a skupimy się na tłumieniu tegoż, myśląc wyłącznie pozytywnie, to to nigdzie sobie samo nie pójdzie. Pójdzie dopiero wtedy, kiedy zostanie zaakceptowane. Akceptacja jest o pół kroku za puszczeniem. Kiedy zaakceptujesz negatywne emocje, myślenie czy stany, to nie rób nic. Puść to, a zobaczysz, że odejdzie i da ci swoje przeciwieństwo, czyli wszystko to, co dobre i pozytywne.

Moja przyjaciółka opowiedziała mi historię, jaką zaobserwowała pewnego wiosennego dnia, wracając z zakupów tuż przed wyjściem do pracy. Poranek nie wszystkich wprawia w najlepszy nastrój, owszem. Akceptując swoje poranne humory można wpaść na pomysł i stworzyć zachowania, rytuały itd. aby ten poranek sobie umilić i na niego czekać z wytęsknieniem, a po pierwszych dźwiękach budzika wyskakiwać z łóżka. Chociażby np. słuchając rano ulubionego audiobooka, z super akcją, do której będzie się chętnie wracało. Ja na przykład w ten sposób nie narzekam na korki, ponieważ słucham książki w samochodzie. Wracając do przyjaciółki i jej historii. Podchodzi z zakupami do windy, przy której stoją dwie młode dziewczyny, można by je było z pewnością określić jako śliczne, gdyby nie ich grymasy na twarzy. Ponure, bez wyrazu. Czekały na windę, prowadzącą do ich biura. W ich kierunku zbliżał się młody chłopak, uśmiechnięty od ucha do ucha. Od razu wpadł w oko mojej przyjaciółce, no bo taki pozytywny, energiczny, cudny. I to z samego rana. Chłopak przywitał się z dziewczynami, okazało się, że to jego koleżanki z pracy. A one mu na jego „Świetny dziś dzień, dzień dobry!” odpowiedziały z wyrzutem: „A tobie co tak wesoło”. Chłopak mógłby odpowiedzieć, że a w zasadzie to bez sensu, bo ma kredyt, obcięli premię w tym miesiącu, zupa była za słona. Mógłby też wyliczać sukcesy spektakularne bądź też nie, tylko wiedział, że jego koleżanki, którym brakuje akceptacji, jego też nie zaakceptują. Jego odpowiedź jednak była mistrzostwem świata. „Bo mi zaczes wyszedł” odpowiedział, przejechał dłonią po ułożonej czuprynie i jeszcze szerzej się uśmiechnął.

Radości życzę, płynącej z akceptacji, a jak!

Leave a Reply